Rowerowe szaleństwo
Poruszać się po Aarhus można oczywiście na wiele sposobów, ale prawdę powiedziawszy, nie wyobrażam sobie innej opcji niż rower. Prawie każda ulica ma specjalnie wyznaczony pas ruchu oraz dopasowaną właśnie dla rowerów sygnalizację. Mimo że w Danii gór się nie uświadczy i generalnie kraj ten jest płaski jak blat od stołu (żeby nie powiedzieć deska), to w Aarhus trzeba się liczyć z wieloma zjazdami i podjazdami. A propos gór – druga co do wielkości tzw. “góra”, ale za to najsłynniejsza, zwie się Himmelbjerget (w wolnym tłumaczeniu Niebiańska góra). Ledwo wystaje ponad 147 m n.p.m., ale widok z niej jest naprawdę przepiękny. Można się na nią wdrapać przy okazji spływu kajakowego, startując z położonego całkiem blisko od Aarhus Silkeborga. W sumie – w Danii wszystko jest blisko, ale to temat na inną historię. Wracając do rowerów… Wielu z moich znajomych, którzy teraz muszą się zmierzyć z duńskim stylem życia, narzeka strasznie, że rower absolutnie nie jest dla nich, a te 8-20 km, które zwykle dziennie się pokonuje, to jakiś koszmar. Cóż, nigdy nie byłam specjalnie aktywna, ale jeszcze nie doświadczyłam zakwasów czy bólów mięśni od jeżdżenia do centrum i z powrotem. Niemniej jednak można spróbować poćwiczyć przed przyjazdem albo po prostu przerzucić się na autobus, który kosztuje 345 DKK miesięcznie, 70 DKK za 10 biletów bądź 20 DKK za 1 jazdę do 2 h. Wszystko jest, że tak powiem “up to you”:). Dla mnie nie ma nic lepszego niż płynna jazda z zawrotną prędkością w dół, w stronę morza. Oczywiście w drugą stronę jest pod górkę, ale na najniższej przerzutce można dać spokojnie radę:) Równie przyjemne jest przemierzanie wąskich alejek w okolicach Risskov i Strandvejen.
Skąd w ogóle zdobyć rower? Sposobów jest kilka. Można go przywieźć ze sobą z Polski, co jest rozwiązaniem tyleż oczywistym, co najprostszym. Można rower wypożyczyć za 1000 DKK/rok w Studenterhuset. Można też rozpuścić wici wśród znajomych bądź szukać na różnych portalach (np. http://www.dba.dk/cykler/cykler-og-cykelanhaengere/andre-cykler/reg-aarhus/). W okresie letnim istnieje sposobność wypożyczenia roweru miejskiego. Wrzuca się w specjalny slot 20 DKK, jeździ się do woli, a potem w wyznaczonym punkcie rower się oddaje i, o ile ktoś nie wygrzebie monety, co jest tu dość popularne, odzyskuje się dobrze zainwestowane pieniądze. Jakość takiego roweru jest prawdę powiedziawszy mizerna, ale to dobry rower na początek albo dla znajomych, którzy wpadli tylko na weekend (http://www.aarhusbycykel.dk/index_eng.html). Ostatnim sposobem jest polowanie. W Danii panuje zwyczaj, że rower, który nie jest już potrzebny, rzuca się po prostu gdzieś w krzaki, tak, aby inni mogli z niego jeszcze skorzystać. Przez to miasto wygląda czasem jak istna graciarnia, ale trzeba przyznać, że to typowo skandynawskie minimalistyczne rozwiązanie jest wyjątkowo skuteczne. Tym sposobem w naszym domku mamy 2 razy więcej rowerów niż mieszkańców, bo co chwilę moi znajomi znoszą łupy i wybierają co lepsze części do swoich rowerowych cacek.
Kto myśli, że zdobycie roweru jest największym problemem, ten niestety jest w błędzie. Największym problemem jest szkło, które ściele się tu gęsto, szczególnie na zatłoczonych ulicach, w imprezowej porze. Nawet jeśli się naprawdę uważa, to i tak trzeba się liczyć z tym, że w czasie pobytu w Danii przynajmniej raz gumę się złapie. I nie mam mocnych. Co wtedy? Wymiana dętki kosztuje min. 50 DKK, zwykle niewiele poniżej 100 DKK (cyklesmede, najtańszy naprzeciwko Storcenter Nord). Dlatego polecam zaopatrzenie się przed przyjazdem w jakiś uniwersalny pakiet dętek i wprawienie się w wymianie. To video wydaje mi się całkiem sensowne, można użyć widelców (http://www.youtube.com/watch?v=BmNo6rFKMzE&feature=related).
Oczywiście nie zapomnijcie o tym, żeby rower zapiąć. Niezapięty rower znika z pola widzenia średnio w ciągu 5 min. Duńczycy zazwyczaj blokują tylne koło, co jest bardzo skuteczne.
Szerokiej drogi:)


