LUBIĘ / NIE LUBIĘ
Mieszkam w Danii już na tyle długo, że dawno opadły emocje towarzyszące odkrywaniu nowego miejsca. Mój zachwyt nad tym krajem nieco opadł, pojawiła się tęsknota za Polską i trzeźwe spojrzenie.
Oto mój subiektywny przegląd tego, co w Danii mnie ujęło najbardziej i tego, co wręcz przeciwnie, sprawiło, że miałam ochotę wracać.
Zacznę od “NIE LUBIĘ”, bo mimo wszystko w dalszym ciągu jestem pod urokiem Danii i negatywnych wrażeń będzie mniej.
1. Pogoda – według statystyk co 3. dzień pada. Peleryna ma w mojej torebce miejsce równie ważne jak szminka, a może nawet ważniejsze, bo gdybym musiała wybierać, to postawiłabym na pelerynę właśnie. Pada zazwyczaj wtedy, kiedy prognozy są bardzo obiecujące. A jak już pada, to zawsze nieprzewidywalnie. Zdarzają się dni, kiedy pogodowy scenariusz przypomina bollywoodzki film “Khabi khushi khabie gham”. Diametralne zmiany w stanie nieba zachodzą nieraz i co 10 min. Pod tym względem w Danii nudzić się nie da.
2. Rutyna – jak już jesteśmy przy nudzie, to warto poruszyć i ten wątek. Czasem mam wrażenie, że tu wszystko jest za bardzo uregulowane, do bólu perfekcyjne. Brak miejsca na spontaniczność, kreatywność, wyłamanie się poza przyjęte normy. I akurat nie jest to moja opinia, tylko osoby, która mieszka tu już ponad 10 lat. Nie twierdzę, że uregulowane życie społeczne jest złe, wręcz przeciwnie. Czasem jednak marzy się o powiewie świeżości, którego w Danii się nie uświadczy w takim samym stopniu jak w krajach południowych.
3. Ceny – gorzej jest już tylko w Norwegii i Finlandii. Aczkolwiek fakt ten jest bolesny tylko dla przybyszów zza granicy, gdyż duńskie płace i socjal są doskonale dostosowane do cen towarów. Kiedy robię zakupy w supermarketach, Ikei albo sklepach typu Søstrene Grene czy Tiger, to nie mam wrażenia jakbym wydawała fortunę. Co ciekawe, dużo bardziej niż Polacy czy Hiszpanie, na sklepowe horrory narzekają Niemcy i Holendrzy. Gorzej sprawia się przedstawia, jeśli mam ochotę wyjść z przyjaciółmi do klubu, do kina albo po prostu pojechać gdzieś autobusem. Przy w miarę rozsądnym gospodarowaniu można jednak spokojnie dać sobie radę. To, co mnie zmartwiło ostatnio, to znaczne zwyżki cen produktów od pierwszych dni 2012 r. Mam jednak nadzieję, że kursy euro wnet poszybują w dół i wszystko wróci do normy.
Cdn. już wkrótce:)
Nowy blog o nowej wymianie!
Serdecznie zapraszam czytelników na stronę mojego kolegi, któremu udało się wyjechać na wymianę do Londynu. Jeśli chcecie skonfrontować kulturę Danii z kulturą w Wielkiej Brytanii zapraszam do czytania:
Miejmy nadzieję, że Konrad (ten przystojniak po lewej), będzie zamieszczał ciekawe i przydatne wpisy na swoim blogu. Sama chętnie poczytam i powspomianam czasy mojej wymiany.
LONDON BABY!!
(źródło zdjęć: facebook Konrada, zdjęcia zostały użyte bez zgody i wiedzy autora, ale miejmy nadzieję, że się nie obrazi;))
Wybory
15.09.2011 odbyły się wybory do Folketingu, czyli duńskiego parlamentu. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona tym, jak spokojnie rozgrywały się kampanie. Wszystkie plakaty jak zostały powieszone, tak sobie wisiały i naprawdę z rzadka jakiś polityk spoglądał na swych wyborców z dodatkową brodą albo czarnym zębem…
Ale zacznijmy od początku. Oto krótki przegląd duńskich partii, ich przywódców oraz koalicji…
Czerwony Blok (The Red Alliance):
Lider: Helle Thorning-Schmidt
Socialdemokraterne (A) – Helle Thorning-Schmidt
Det Radikale Venstre (B) – Margrethe Vestager
Socialistisk Folkeparti (F) – Villy Søvndal
Enhedslisten (Ø) – Johanne Schmidt-Nielsen
http://dl.dropbox.com/u/6979283/2011-Election-Opposition-cphpost.dk.pdf
Niebieski Blok (The Blue Alliance):
Lider: Lars Løkke Rasmussen
Det Konservative Folkeparti (C) – Lars Barfoed
Liberal Alliance (I) – Anders Samuelsen
Kristerndemokraterne (K) – Per Ørum Jørgensen
Dansk Folkeparti (O) – Pia Kjærsgaard
Venstre (V) - Lars Løkke Rasmussen
Oto kilka świetnych opracowań po angielsku. Polecam szczególnie przejrzyste schematy, dzięki którym szybko można się zorientować za czym opowiada się dana partia (http://www.cphpost.dk/news/politics/90-politics/52145-election-11–where-do-they-really-stand.).
http://www.cphpost.dk/news/politics/90-politics/52091-election-11-whos-running.html
http://www.cphpost.dk/news/politics/90-politics/52118-election-11-whos-running.html
http://www.cphpost.dk/news/politics/90-politics/52056-election-11–what-are-they-talking-about.html
http://www.cphpost.dk/news/politics/90-politics/52062-election-11–how-does-it-work.html
http://www.cphpost.dk/news/politics/90-politics/52161-social-dems-did-it.html
179 miejsc zostało obsadzonych (w tym 2 przez przedstawicieli z Grenlandii i 2 przez przedstawicieli Wysp Owczych). Najwięcej głosów otrzymała partia Venstre (26,7%), na drugim uplasowali się Socialdemokraterne (24,8%). Mimo to, Czerwony Blok uzyskał w sumie poparcie w liczbie 50,2% głosów i to Helle Thorning-Schmidt zostanie pierwszą w historii kraju panią premier.
The WildCard
Dzika Karta…
O tak, to coś dla wszystkich wielbicieli pociągów i zjeżdżania kraju wzdłuż i wszerz. Dania może i jest niewielka, ale kryje wiele uroczych zakątków. Nie warto więc ograniczać się tylko do Kopenhagi czy Aarhus…
DSB (Danske Statsbaner) oferuje wszystkim pomiędzy 16 a 25 r. ż. tanie podróżowanie pociągami. Wystarczy kupić za 175 DKK (DSB online shop) lub za 185 DKK (na dowolnej stacji) WildCard, aby przez najbliższy rok jeździć za półdarmo. Zakup karty zwraca się zazwyczaj po 2-3 podróżach. 50% zniżki otrzymuje się przy jeździe od poniedziałku do czwartku i w soboty, natomiast 25% w przypadku podróży w piątek i niedzielę. Poza tym 25% zniżki przysługuje na podróże pociągiem do Norwegii i państw UE.
Serdecznie polecam:)
Rowerowe szaleństwo
Poruszać się po Aarhus można oczywiście na wiele sposobów, ale prawdę powiedziawszy, nie wyobrażam sobie innej opcji niż rower. Prawie każda ulica ma specjalnie wyznaczony pas ruchu oraz dopasowaną właśnie dla rowerów sygnalizację. Mimo że w Danii gór się nie uświadczy i generalnie kraj ten jest płaski jak blat od stołu (żeby nie powiedzieć deska), to w Aarhus trzeba się liczyć z wieloma zjazdami i podjazdami. A propos gór – druga co do wielkości tzw. “góra”, ale za to najsłynniejsza, zwie się Himmelbjerget (w wolnym tłumaczeniu Niebiańska góra). Ledwo wystaje ponad 147 m n.p.m., ale widok z niej jest naprawdę przepiękny. Można się na nią wdrapać przy okazji spływu kajakowego, startując z położonego całkiem blisko od Aarhus Silkeborga. W sumie – w Danii wszystko jest blisko, ale to temat na inną historię. Wracając do rowerów… Wielu z moich znajomych, którzy teraz muszą się zmierzyć z duńskim stylem życia, narzeka strasznie, że rower absolutnie nie jest dla nich, a te 8-20 km, które zwykle dziennie się pokonuje, to jakiś koszmar. Cóż, nigdy nie byłam specjalnie aktywna, ale jeszcze nie doświadczyłam zakwasów czy bólów mięśni od jeżdżenia do centrum i z powrotem. Niemniej jednak można spróbować poćwiczyć przed przyjazdem albo po prostu przerzucić się na autobus, który kosztuje 345 DKK miesięcznie, 70 DKK za 10 biletów bądź 20 DKK za 1 jazdę do 2 h. Wszystko jest, że tak powiem “up to you”:). Dla mnie nie ma nic lepszego niż płynna jazda z zawrotną prędkością w dół, w stronę morza. Oczywiście w drugą stronę jest pod górkę, ale na najniższej przerzutce można dać spokojnie radę:) Równie przyjemne jest przemierzanie wąskich alejek w okolicach Risskov i Strandvejen.
Skąd w ogóle zdobyć rower? Sposobów jest kilka. Można go przywieźć ze sobą z Polski, co jest rozwiązaniem tyleż oczywistym, co najprostszym. Można rower wypożyczyć za 1000 DKK/rok w Studenterhuset. Można też rozpuścić wici wśród znajomych bądź szukać na różnych portalach (np. http://www.dba.dk/cykler/cykler-og-cykelanhaengere/andre-cykler/reg-aarhus/). W okresie letnim istnieje sposobność wypożyczenia roweru miejskiego. Wrzuca się w specjalny slot 20 DKK, jeździ się do woli, a potem w wyznaczonym punkcie rower się oddaje i, o ile ktoś nie wygrzebie monety, co jest tu dość popularne, odzyskuje się dobrze zainwestowane pieniądze. Jakość takiego roweru jest prawdę powiedziawszy mizerna, ale to dobry rower na początek albo dla znajomych, którzy wpadli tylko na weekend (http://www.aarhusbycykel.dk/index_eng.html). Ostatnim sposobem jest polowanie. W Danii panuje zwyczaj, że rower, który nie jest już potrzebny, rzuca się po prostu gdzieś w krzaki, tak, aby inni mogli z niego jeszcze skorzystać. Przez to miasto wygląda czasem jak istna graciarnia, ale trzeba przyznać, że to typowo skandynawskie minimalistyczne rozwiązanie jest wyjątkowo skuteczne. Tym sposobem w naszym domku mamy 2 razy więcej rowerów niż mieszkańców, bo co chwilę moi znajomi znoszą łupy i wybierają co lepsze części do swoich rowerowych cacek.
Kto myśli, że zdobycie roweru jest największym problemem, ten niestety jest w błędzie. Największym problemem jest szkło, które ściele się tu gęsto, szczególnie na zatłoczonych ulicach, w imprezowej porze. Nawet jeśli się naprawdę uważa, to i tak trzeba się liczyć z tym, że w czasie pobytu w Danii przynajmniej raz gumę się złapie. I nie mam mocnych. Co wtedy? Wymiana dętki kosztuje min. 50 DKK, zwykle niewiele poniżej 100 DKK (cyklesmede, najtańszy naprzeciwko Storcenter Nord). Dlatego polecam zaopatrzenie się przed przyjazdem w jakiś uniwersalny pakiet dętek i wprawienie się w wymianie. To video wydaje mi się całkiem sensowne, można użyć widelców (http://www.youtube.com/watch?v=BmNo6rFKMzE&feature=related).
Oczywiście nie zapomnijcie o tym, żeby rower zapiąć. Niezapięty rower znika z pola widzenia średnio w ciągu 5 min. Duńczycy zazwyczaj blokują tylne koło, co jest bardzo skuteczne.
Szerokiej drogi:)
Dodaj komentarz










